|
Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata "Maitri" - wspólnota wrocławska
|
Kontynentalna organizacja ekumeniczna z uznaniem wyraziła się o odpowiedzialności, jaką w obliczu tragedii w Darfurze wykazał rząd Sudanu. Nie oznacza to jednak, aby afrykańscy chrześcijanie nie zdawali sobie sprawy z poparcia, jakiego administracja w Chartumie udzielała w przeszłości arabskim wojownikom - dżandżałidom, w ich walce z niearabskimi mieszkańcami tego rejonu. Ogólnoafrykańska Rada Kościołów jest przekonana, że mandat sił ONZ w Darfurze powinien zezwalać na użycie siły nie tylko w wypadku zagrożenia życia ludzkiego, ale także, aby stworzyć strefę buforową między ludnością cywilną a agresorami. Organizacja niekatolickich kościołów chrześcijańskich Czarnego Lądu wzywa do zajęcia się istotnymi przyczynami konfliktu w Darfurze. Należy do nich przede wszystkim odwracanie przez władze w Chartumie uwagi opinii międzynarodowej od sytuacji w południowym Sudanie. Zdaniem afrykańskich chrześcijan sudański rząd nie wywiązuje się tam ze zobowiązań podjętych w kompleksowym porozumieniu, podpisanym w styczniu 2005 roku.
Wspólne działania ONZ i Unii Afrykańskiej mają zapewnić ochronę ludności cywilnej i położyć kres przemocy trwającej w Darfurze od czterech lat. W tym okresie zostało wysiedlonych z tego terenu ponad dwa miliony osób, a 200 tys. straciło życie. „Sytuacja jest poważna. Dochodzi do sporadycznych starć, a rebelianci plemienni nadal atakują bezbronnych mieszkańców wiosek” – powiedział bp Menegazzo.
W deklaracji duszpasterskiej wydanej w związku z podpisaniem porozumienia pokojowego kładącego kres 20-letniej wojnie domowej, podkreślają oni wielką odpowiedzialność spoczywającą na Kościele gdy chodzi o budowanie sprawiedliwej przyszłości kraju. Jednym z najtrudniejszych zadań będzie doprowadzenie do prawdziwego pojednania zwaśnionych stron i wzajemnego przebaczenia wyrządzonych krzywd. Po ludzku przebaczenie jest rzeczą bardzo trudną, jednak bez niego nie można pokonać kultury nienawiści i zemsty – piszą biskupi w swym oświadczeniu. Zachęcają także pozarządowe organizacje charytatywne do niesienia dalszej pomocy ludności południowego Sudanu. Biskupi przypominają zarazem rządzącym o konieczności poszanowania prawa do wolności sumienia, wyznania i zgromadzeń. Apelują o odbudowywania zniszczonej infrastruktury i skuteczną walkę z AIDS.
12 kwietnia wspólnota międzynarodowa przyjęła program pomocowy dla Sudanu wysokości 4.5 miliarda dolarów. Zacznie on działać od lipca bieżącego roku.
Zabierając głos na spotkaniu, które odbyło się w ubiegłym tygodniu, wskazał on, że miliony ludzi usuniętych przemocą z ojczystych stron czekają na szybkie, konkretne decyzje. Wspólnota międzynarodowa nie może już dalej zwlekać. Szczególnie ciężka jest sytuacja w Darfurze. Ludność cywilna jest tam stale atakowana, zniszczono całe wioski, jak też żywy inwentarz i plony. Codziennie narusza się prawa człowieka. Kobiety padają ofiarą gwałtów. Niszczone jest środowisko naturalne. Popełnia się zbrodnie przeciw ludzkości i zbrodnie wojenne. Obserwatorzy wojskowi Unii Afrykańskiej są zbyt nieliczni. Władze sudańskie, jak się wydaje, nie są w stanie chronić praw ludności swego kra ju. Mimo pomocy ze strony ONZ i organizacji pozarządowych nie sposób dotrzeć do wszystkich mieszkańców Darfuru zmuszonych do opuszczenia swych miejscowości. Narody Zjednoczone muszą lepiej koordynować pomoc, która wymaga również większego nakładu sił ludzkich i środków materialnych. Na spotkaniu w Genewie przedstawiciel Stolicy Apostolskiej wezwał też do zahamowania dopływu broni na tereny objęte konfliktem i pociągnięcia do odpowiedzialności winnych za zbrodnie.
"Pokój, którego pragniemy, to budowanie ładu i zgody, aby mogły się swobodnie rozwijać zarówno poszczególne osoby jak i wspólnoty" - napisali biskupi. Zachęcają wiernych do czynnego udziału w wychowaniu obywatelskim i do szerszego zapoznawania się z podstawowymi prawami człowieka, zwłaszcza dotyczącymi współpracy z władzami lokalnymi. Sudański episkopat wzywa osoby, które dopuściły się wykroczeń wobec innych do zwrócenia się z prośbą o przebaczenie i pojednanie. Wyraża przy tym ufność, że czas pokoju pozwoli na powrót do normalnych praktyk religijnych. W tym kontekście zwraca się uwagę na znaczenie niedzielnej Eucharystii. "Udział we Mszy świętej powinien pogłębić chrześcijańską refleksję nad odpowiedzialnością wobec siebie jak i bliźnich, zwłaszcza potrzebujących pomocy" - napisali biskupi Sudanu.
Hierarcha, który kilkakrotnie z polecenia amerykańskiego episkopatu odwiedzał Sudan zaapelował do wspólnoty międzynarodowej o wywarcie presji na strony konfliktu, aby wywiązywały się z podjętych zobowiązań. Stany Zjednoczone i inne państwa powinny udzielić temu krajowi wsparcia finansowego i politycznego, aby mógł powstać nowy rząd i struktury bezpieczeństwa oraz by uchodźcy powrócili do swych domów i podjęto dzieło odbudowy. Trwający od 22 lat konflikt związany był z próbą narzucenia przez rząd w Chartumie kultury i religii muzułmańskiej mieszkańcom południa kraju. Mieszkają tam głównie chrześcijanie i wyznawcy religii tradycyjnych. Sytuacja skomplikowała się jeszcze, gdy odkryto tam bogate złoża ropy naftowej.
Biskup Ricard wezwał też wspólnotę międzynarodową do podjęcia działań na rzecz zawieszenia broni w zachodniej części Sudanu - Darfurze. W ciągu minionych dwóch lat w walkach między partyzantami, sudańską armią i grupami bojówek arabskich straciło życie około 700 tysięcy osób, a ponad milion zmuszono do ucieczki ze swych domów. Kilkaset tysięcy ludzi przebywa natomiast w przeludnionych obozach dla uchodźców na terytorium Sudanu i sąsiedniego Czadu.
Rząd Sudanu i rebelianci podpisali dzisiaj porozumienie pokojowe, kładące kres najdłuższej wojnie domowej w Afryce. Podczas ceremonii w stolicy Kenii Nairobi porozumienie sygnowali wiceprezydent Sudanu Ali Osman Mohamed Taba i przywódca Sudańskiego Ludowego Ruchu Wyzwolenia (SPLM) John Garang.
W ten sposób formalnie zakończyli trwający 21 lat konflikt, w którym zginęło około dwóch mln ludzi, a 4 mln zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów. Porozumienie podpisano w obecności 12 szefów państw afrykańskich i sekretarza stanu USA, Colina Powella.
Porozumienie pokojowe przewiduje utworzenie rządu koalicyjnego przez rządzący Kongres Narodowy i Ludowy Ruch Wyzwolenia, decentralizację władzy, wspólne korzystanie z bogactw naftowych oraz wcielenie rebeliantów do regularnej armii. Na północy kraju zamieszkiwanej w większości przez muzułmanów nadal będzie obowiązywało islamskie prawo szariatu, natomiast południe zamieszkane przez chrześcijan i wyznawców animizmu będzie posiadło swój autonomiczny rząd. Na koniec 6-letniego okresu przejściowego południe będzie mogło przeprowadzić referendum w sprawie swej ewentualnej secesji. Porozumienie pokojowe nie odnosi się jednak do odrębnego konfliktu w Darfurze na zachodzie Sudanu, gdzie toczące się prawie od dwóch lat walki spowodowały, w ocenie ONZ, jedną z najtragiczniejszych katastrof humanitarnych we współczesnym świecie.
Walki zbrojne na południu Sudanu wybuchły w 1983 roku, gdy rząd postanowił rozciągnąć obowiązywanie islamskiego prawa szariatu na wszystkich mieszkańców kraju i przejąć pełną kontrolę nad eksploatacją złóż ropy naftowej.
Caritas Polska pomaga Sudańczykom za pośrednictwem polskich misjonarek. Salezjanki prowadzą w tym kraju m.in. szkołę. Pieniądze potrzebne są na dożywianie dzieci.
Polska Akcja Humanitarna planuje zorganizowanie kampanii medialnej na rzecz Sudanu pod koniec stycznia br. Uchodźcy z Darfuru, gdzie sytuacja jest najgorsza, otrzymali niedawno od tej organizacji namioty, koce, leki i wyposażenie szpitali. Akcję pomocy wsparł polski rząd.
Konflikt zbrojny w Sudanie przez ponad 20 lat pochłonął już dwa miliony ofiar. Cztery miliony Sudańczyków straciło dach nad głową. Najtrudniejsza sytuacja panuje w Darfurze na pograniczu z Czadem.
W drodze wielu ludzi poniosło śmierć. Uchodźcom, którzy dotarli pieszo do diecezji Rumbek, brakuje wody i żywności. Kościół stara się nieść im pomoc, ale nie posiada wystarczających środków, by zaspokoić nawet najbardziej podstawowe potrzeby przybyszów z Darfuru.
Od lutego ubiegłego roku siły rządowe oraz uzbrojone oddziały arabskie walczą z lokalną ludnością murzyńską. Najeźdźcy dopuszczają się masowych gwałtów i zabójstw. Zdaniem obserwatora ONZ w Sudanie Musesha Kapili, jest to najbardziej okrutna z prowadzonych aktualnie wojen, porównywalna z masakrami do jakich dochodziło w Rwandzie w latach 90.
O pomoc dla przebywających w Czadzie uchodźców zaapelował arcybiskup N'Djameny - Matthias N'Gartéri Mazadi. Zaangażowana jest w nią, obok diecezjalnej "Cartias", także Jezuicka Służba Uchodźcom. Do ich zadań należy organizacja nauczania dla dzieci i młodzieży oraz opieka nad najsłabszymi.
W akcji wzięło udział dziewiętnaście i pół tysiąca dzieci i około pięć tysięcy dorosłych, z ponad dziewięciuset parafii - odwiedzono siedemdziesiąt jeden tysięcy rodzin a zebrano, bez mała dwanaście milionów słowackich koron, co w przeliczeniu na dolary przynosi sumę 358 tysięcy.
W projekcie pomocy na rzecz afrykańskich dzieci, uczestniczy Wydział Opieki Społecznej Uniwersytetu Trnawskiego, który od kilku już lat wysyła do Afryki lekarzy i pracowników socjalnych. Pieniądze z ostatniej zbiórki przeznaczone będą na wyposażenie sal operacyjnych, w budowanej w Sudanie klinice dziecięcej.
Episkopat zadeklarował wolę współdziałania z rządem w wypracowaniu nowej konstytucji kraju oraz w odnowieniu systemu prawnego, zapewniającego poszanowanie godności każdego obywatela. Kościół pragnie być głosem ludu, prowadzić konstruktywny dialog z władzami a także, podobnie jak inne grupy obywatelskie, uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących kraju. Biskupi podkreślili, że misja Kościoła ma zasadniczo charakter duchowy.
Nie oznacza to jednak zaniechania troski o dobro materialne obywateli i ignorowania problemów przed którymi stają w codziennym życiu. Sudański Kościół zobowiązuje się do czuwania, aby w okresie przejściowym nie nadużywano władzy. Chce formować obywateli, aby odbudowywali swe wspólnoty w duchu sprawiedliwości, pojednania i pokoju. Będzie wyzwał chrześcijańskie organizacje charytatywne do solidarnej pomocy w odbudowie kraju. Biskupi sudańscy chcą też kontynuować dialog ekumeniczny służący zaprowadzeniu w ich ojczyźnie trwałego pokoju.
Przypominając sylwetkę pochodzącej z Sudanu świętej Józefiny Bakhity, Papież zachęcił do podjęcia działań na rzecz wyzwolenia z ucisku i przemocy. Kościół powinien starać się o zapewnienie każdej osobie poszanowania jej godności i możliwości pełnego korzystania z przysługujących jej praw - stwierdził Ojciec święty. Przestrzegł też przed istniejącymi uprzedzeniami i wskazał, że w społeczności wiernych nie może być miejsca na jakąkolwiek formę dyskryminacji ze względu na pochodzenie, język czy kulturę. Kościół powinien być obecny w procesie normalizacji podejmując działania charytatywne.
Papież wezwał też do nawiązania lepszych relacji z władzami centralnymi w Chartumie oraz ustosunkowywania się do istotnych zagadnień życia społecznego, gospodarczego, politycznego i kulturalnego. Kościół powinien wypowiadać się w imieniu ludzi pozbawionych możliwości wyrażania swych opinii i być zaczynem pokoju i solidarności - przypomniał Papież biskupom z Sudanu.
Władze centralne w Chartumie wspierają działania jednostek paramilitarnych, które terroryzują ludność. Ma to miejsce zwłaszcza w regionach roponośnych, skąd wiele osób zmuszonych zostało do ucieczki. Wojska rządowe wielokrotnie atakowały też mieszkańców wiosek położonych nad górnym Nilem. Działania te zagrażają procesowi pokojowemu - stwierdzają sudańscy biskupi w dokumencie skierowanym do uczestników odbywającej się w Genewie 59-sesji Komisji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych.
Ten ostatni kraj, w którym zakazane jest praktykowanie jakiejkolwiek religii poza islamem, był poważnie krytykowany w dokumencie zeszłorocznym. Zdaniem organizacji praw człowieka oraz konserwatywnych kół protestanckich bliskich prezydenta Busha sytuacja w Arabii Saudyjskiej nie uległa zmianie. Nieobecność tego kraju w sprawozdaniu tegorocznym - jak sądzą - należy tłumaczyć względami koniunkturalnymi oraz napięciem związanym z kryzysem irackim.
Obaj Włosi pracowali w stacji misyjnej Narus w południowym Sudanie. Na terenie tym działają zbrojne bandy plemienne należące do lokalnych szczepów Toposa i Turkana. Walczą one między sobą o kontrolę nad stadami bydła.
Misjonarze jechali z Chartumu do El Obeid. Do wypadku doszło, gdy w samochodzie terenowym niespodziewanie pękła opona. Dwaj ranni misjonarze zostali przewiezieni do szpitala w Tendelti.
Siostry kombonianki przypominają, że ponad stuletnia obecność ich zgromadzenia w Sudanie pozwoliła im słuchać na co dzień głosów tamtejszej ludności. Najpilniejszą potrzebą i dążeniem większości Sudańczyków - zarówno chrześcijan, jak muzułmanów i wyznawców religii tradycyjnych - jest pokój. Dwudziestoletnia wojna przyniosła ogromne cierpienia szczególnie ludności cywilnej południowego Sudanu. Młode pokolenia tracą już nadzieję, co do przyszłości ich kraju. "Jego losy są w waszych rękach" - piszą zakonnice do uczestników rokowań. Wyrażają też ubolewanie, że oczekiwania wiązane od sierpnia ubiegłego roku z negocjacjami, prowadzonymi przez obie strony sudańskiego konfliktu w Machakos w Kenii, spotkały się dotychczas z rozczarowaniem. Zbyt często nadal przeważa wybór działań zbrojnych.
Wezwano do wprowadzenia większej przejrzystości finansowej firm handlujących na tym kontynencie. W opinii autorów dokumentu może to zahamować proces wykorzystywania bogactw lokalnych do prowadzenia wojen. Zaapelowano również o skuteczną pomoc dla milionów afrykańskich uchodźców, rozwiązanie zagadnienia zadłużenia publicznego i włączenie się w walkę z AIDS. Europa - stwierdzają trzy organizacje katolickie - powinna w większym stopniu uświadomić sobie odpowiedzialność za los narodów Afryki.
Włoski biskup misyjny przypomniał, że w trwającej w tej części kraju od 20 lat wojnie straciło już życie ponad dwa miliony ludzi. Ponadto region dręczony jest suszą, której skutki w postaci braku żywności i wody dadzą się odczuć, począwszy od marca. Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że na południe Sudanu przybywają tysiące wysiedleńców z północnej części kraju, łudząc się nadzieją na pokój.
"Tymczasem obu walczącym stronom - powiedział biskup Mazzolari - brakuje woli pokoju". Wezwał on do pojednania narodowego w Sudanie. Przypomniał, że pokój będzie możliwy dopiero wówczas, gdy całe społeczeństwo - włącznie z Kościołami chrześcijańskimi - będzie mogło wyrazić swe potrzeby wobec obu stron konfliktu. Włoski biskup misyjny zaapelował, by zagranicznej pomocy humanitarnej dla Sudanu nie uzależniać od pełnego wprowadzenia pokoju. Zanim jeszcze zostanie on osiągnięty, ludność kraju trzeba ratować przed całkowitym wycieńczeniem.
Przyczyną tej sytuacji jest katastrofalna susza, epidemia AIDS, zaburzenia polityczne i błędne rozwiązania gospodarcze. Aby uchronić przed śmiercią miliony osób, niezbędne jest zdecydowane działanie rządów, organizacji charytatywnych, pozarządowych, grup obywateli i osób prywatnych - podkreślił dyrektor Światowego Programu Wyżywienia.
Do wyróżnienia tej chrześcijańskiej misjonarki przez jeden z najbardziej integrystycznych islamskich reżimów w Afryce dochodzi już nie po raz pierwszy. Niecały rok temu prezydent Sudanu Omar Hassan el-Beshir przyznał jej najwyższe tamtejsze odznaczenie państwowe: order zasługi pierwszej klasy. W motywacji odznaczenia podkreślono jej długą i niestrudzoną służbę matkom i ich dzieciom. A już siedem lat temu włoską zakonnicę udekorował sudański departament służby zdrowia.
Szczególny niepokój władz Stanów Zjednoczonych budzi sytuacja mniejszości religijnych w krajach islamskich. Po raz pierwszy raport poświęca wiele miejsca Arabii Saudyjskiej. 40% mieszkańców tego kraju, określającego się jako monarchia islamska, wyznaje inną religię. Zdaniem episkopatu USA, jest tam około miliona katolików. Z potępieniem władz amerykańskich spotkały się między innymi stosowanie chłosty, aresztu i deportacji za spotkania grup modlitewnych w prywatnych mieszkaniach. Wskazano na stosowaną przez pakistańskie sądownictwo praktykę przyznawania różnej wiarygodności zeznaniom muzułmanów i niemuzułmanów. Potępiono fakt karania śmiercią za przejście z islamu na inną religię jak ma to miejsce w Sudanie.
Chiny, Kuba, Laos, Birma, Korea Północna i Wietnam to zdaniem Departamentu Stanu kraje, w których władze ograniczają swobodę wyznania odwołując się do metod administracyjnych. W raporcie wyrażono zaniepokojenie działaniami lewackiej partyzantki w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej. Przytoczono sytuację Kolumbii, gdzie w ciągu minionych piętnastu lat zamordowano 25 duchownych katolickich, w tym dwóch biskupów. Zawarte w dokumencie informacje posłużą władzom federalnym USA w wypracowywaniu relacji politycznych i ekonomicznych z poszczególnymi krajami świata.
Na ubiegłorocznej liście znalazły się takie kraje jak Chiny, Iran, Irak, Mianmar, Korea Północna i Sudan. W tym roku eksperci zwracają uwagę na tolerowanie przez rząd Indii poważnych aktów przemocy przeciw mniejszościom religijnym, zwłaszcza w zachodniej części stanu Gudżarat. Władze Pakistanu nie zdołały uchronić mniejszości religijnych, w tym chrześcijańskiej, od ataków sekt fundamentalistycznych. Zdaniem amerykańskiej komisji, w Arabii Saudyjskiej w ogóle nie istnieje coś takiego jak wolność religijna. W przypadku Wietnamu eksperci oskarżają rząd o prowadzenie polityki represji wobec wszystkich religii, z wtrącaniem do więzień dysydentów i szykanowaniem duchowieństwa włącznie.
Wiadomość podała agencja Reutera zwracając uwagę, że amerykański Departament Stanu nie uwzględnia jednak wszystkich sugestii powołanej przez siebie komisji. Na ubiegłorocznej czarnej liście nie znalazły się wskazywane przez specjalistów Arabia Saudyjska i Turkmenistan. Choć przeczono, by miało to podstawy polityczne wiadomo, że kraje te są sprzymierzeńcami prezydenta Busha w walce z terroryzmem.
Wojna i głód cały czas przynoszą tysiące ofiar - stwierdził biskup Cesare Mazzolari apelując do ONZ, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych o pomoc w doprowadzeniu do wznowienia rozmów pokojowych. Ordynariusz sudańskiej diecezji Rumbek poprosił jednocześnie Jana Pawła II i katolików całego świata by pamiętali o sudańczykach w modlitwie.
W wywiadzie dla agencji Misna biskup podkreślił, że rząd w Chartumie nie szuka porozumienia z rebeliantami z Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu. W imię zysków płynących ze sprzedaży ropy naftowej - dodał - obie strony konfliktu poświęcają życie niewinnych ludzi. Biskup Mazzolari przypomniał, że w trwającym 19 lat konflikcie zginęło ponad dwa miliony ludzi. Jeśli do Sudanu nie zacznie docierać pomoc humanitarna to nie tylko bomby, ale i głód pociągną za sobą tysiące kolejnych ofiar - stwierdził biskup podkreślając, że samoloty rządowe prawie codziennie bombardują obiekty cywilne.
U podstaw konfliktu w Sudanie leżą głównie różnice religijne - podczas gdy na północy przeważają wyznawcy islamu, zabiegający o autonomię bądź całkowite oderwanie od Chartumu, mieszkańcy południa to w większości animiści i chrześcijanie. Obie strony konfliktu walczą też o zyski ze sprzedaży ropy naftowej. Rebelianci domagają się by rząd część wpływów zainwestował w rozwój zacofanego gospodarczo południa. Rząd zdecydowanie odrzuca tę propozycję.
Armia Oporu Pana nazywana przez miejscową ludność "olum" czyli "trawa" jest sukcesorką tak zwanego Wojska Ducha Świętego - chrześcijańskiej partyzantki rozgromionej przez wojska rządowe w latach osiemdziesiątych. Jej twórcą jest były podoficer ugandyjskiej armii Joseph Kony, który uznał siebie za proroka i religijnego wizjonera. Kony od 14 lat prowadzi krwawą wojnę domową przeciwko siłom rządowym, głównie na północy Ugandy. Bojownicy Armii Oporu Pana rekrutują się w znacznej mierze z dzieci porwanych przez rebeliantów i szkolonych do walki w partyzanckich bazach po sudańskiej stronie granicy. Wojskowe porozumienie między Ugandą a Sudanem umożliwiło ostatnio podjęcie bardziej zdecydowanej akcji przeciwko rebeliantom. Sam Kony ukrywa się prawdopodobnie w południowym Sudanie. Ostatnio wydawał się skłonny do podjęcia negocjacji z władzami za pośrednictwem Kościoła. Natomiast niejasna jest postawa ugandyjskiego prezydenta Yoweri Museveniego. Niedawno wojska rządowe zatrzymały trzech katolickicch misjonarzy negocjujących z rebeliantami.
Szef sudańskiej dyplomacji uzasadnił decyzję rządu tym, że rebelianci z Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu, mimo zawieszenia broni, zaatakowali i zdobyli jedno z najważniejszych miast południowego Sudanu. Torit zostało następnie odbite przez siły rządowe. Biskup Mutek podkreślił, że jest to wymówka. W rzeczywistości - dodał - rząd nie chce dzielić się zyskami ze sprzedaży ropy naftowej.
Rebelianci z Ludowej Armii Wyzwolenia Sudanu domagają się od prezydenta Omara el-Beshira, by część zysków przeznaczył na rozwój zaniedbanego gospodarczo i socjalnie południa. Te żądania, popierane przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Włochy i Norwegię nie idą jednak w parze z polityką rządu. Krytykowane są także przez większość państw arabskich.
Pochwalając uznaną w Protokole swobodę wyznania i praktyk religijnych biskupi Sudanu zwracają uwagę stron dialogu, że prawo to opiera się na ludzkiej godności, a nie jest tylko suchym zapisem konstytucji. Wolność religijną powinno się gwarantować wszystkim obywatelom, także na terenach o większości muzułmańskiej. Stąd też muzułmańskiego prawa szariatu nie powinno się narzucać osobom, które nie są wyznawcami islamu.
Sudańscy biskupi zwracają również uwagę na konieczność sprecyzowania często występującego w Protokole z Machacos pojęcia "jedność". Przyszła konstytucja Sudanu - czytamy w komunikacie - powinna opierać się na godności osoby ludzkiej. Oparcie jej na prawie szariatu zagrozi jedności kraju.
Biskupi Sudanu zwracają również uwagę na konieczność wprowadzania w życie osiągniętych porozumień, aby nie podzieliły one losu poprzednich, które nigdy nie zostały zrealizowane. W tym celu zarówno rząd, jak i Ludowa Armii Wyzwolenia Sudanu powinny stworzyć płaszczyznę otwartej dyskusji nad treścią podpisanego 20 lipca Protokołu. Obrady sesji plenarnej Konferencji Episkopatu Sudanu zakończą się jutro.
Włoska Caritas oraz Krajowe Biuro do spraw Problemów Społecznych i Pracy Episkopatu wydały komunikat, w którym zwracają uwagę na główny ich zdaniem problem naszej planety - dostęp do wody pitnej. W dokumencie zauważa się, że zasoby wodne zmniejszyły się w przeciągu ostatnich 30 lat o 40 procent. W związku z tym jedna trzecia ludzkości doświadcza braku wody pitnej. Połowa ludności Afryki cierpi na choroby związane z brakiem wody, albo z jej złą jakością. Coraz częściej zbrojne konflikty na tym kontynencie wybuchają właśnie w związku z dostępem do źródeł wody pitnej. "Potrzeba aby woda przestała być przedmiotem handlu, a stała się na powrót własnością wszystkich" - czytamy w komunikacie włoskiej Caritas i Biura do spraw Problemów Społecznych i Pracy Konferencji Episkopatu Włoch.
Uzgodniono schemat prowadzenia dalszych rozmów na temat włączenia przedstawicieli powstańców do instytucji rządowych, podziału zasobów ropy naftowej, zapewnienia bezpieczeństwa i przerwania ognia. Tydzień temu ustalono, że zamieszkiwana w większości przez chrześcijan i animistów południowa część Sudanu otrzyma daleko idącą autonomię, a po sześciu latach przeprowadzone zostanie referendum na temat jej niepodległości.
Przyczyną trwającej od niemal dwudziestu lat wojny domowej było wprowadzenie przez rządy w Chartumie muzułmańskiego prawa szariatu wobec wszystkich mieszkańców kraju. Od 1983 roku zginęło w starciach już niemal dwa miliony ludzi.
Dwie osoby zostały ciężko ranne. Bomby zniszczyły budynki należące do diecezji Torit, w tym biura biskupa pomocniczego Johnsona Mutka. Samoloty zrzuciły na miasteczko dwanaście bomb.
Agencja Misna podkreśla, że celem ostatnich ataków sudańskiego lotnictwa stają się przede wszystkim obiekty należące do Kościoła. 26. czerwca samoloty rządowe zbombardowały dom dla księży. Trzy dni później zniszczyły budynki diecezjalne.
Wczorajszy atak nastąpił kilka godzin po zakończeniu wizyty w Sudanie sekretarza Generalnego ONZ Kofiego Annana. W czasie pobytu wyraził on nadzieję, że już 20 lipca będzie mogło dojść do podpisania ugody między islamskim rządem i rebeliantami z Armii Wyzwolenia Ludu Sudanu. Agencja Misna podkreśla jednak, że kolejny atak bombowy jest znakiem, iż nadzieje na pokój są płonne.
W samej tylko diecezji Torit partyzanci z tego ugrupowania napadli ostatnio na sześć wiosek, mordując prawie pięciuset ludzi. 9 tysięcy rodzin z powodu sianego przez nich terroru musiało opuścić swe miejscowości. "Ich sytuacja jest tym cięższa - powiedział biskup Taban - że rozpoczyna się właśnie pora deszczowa".
"Armia Oporu Pana" jest ugandyjską grupą rebeliancką, utworzoną przez katolików, którzy odpadli od Kościoła. Posiada bazy w Sudanie. Przez wiele lat była sojusznikiem sudańskich wojsk rządowych w walce z partyzantami z "Armii Wyzwolenia Ludu Sudanu", popieranej z kolei przez Ugandę. Żołnierzami "Armii Oporu Pana" jest wiele dzieci w wieku od 10 do 16 lat. Ich liczbę szacuje się na 4 do 6 tysięcy. Dowódca tej organizacji, Joseph Kony, uważa niepełnoletnich za najbardziej godnych zaufania w walkach zbrojnych. Dezerterów karze w drakoński sposób.
Jak powiedział agencji Misna biskup Paride Taban liczba zabitych może wzrosnąć. Kilkoro rannych jest w stanie krytycznym. Miasteczko Kapoeta miesiąc temu zostało zdobyte przez rebeliantów.
Kościół w Sudanie wielokrotnie już potępił akcje rządowego lotnictwa nazywając je atakami terrorystycznymi przeciwko ludności cywilnej. Biskupi podkreślają, że ataki bombowe nie mają nic wspólnego z walką z rebeliantami, a z ich powodu cierpią przede wszystkim niewinni ludzie. Niszczone są domy prywatne, szkoły, ośrodki kultury i magazyny z żywnością.
Biskup Mutek podkreślił, że sudańskie władze kontynuują kampanię terroru wymierzoną przeciwko ludności cywilnej. Co gorsza - stwierdził w wywiadzie dla misyjnej agencji Fides - dzieje się to w czasie, gdy prowadzone są pokojowe negocjacje. W Nairobi trwa obecnie spotkanie delegatów sudańskiego rządu z rebeliantami Armii Wyzwolenia Sudanu.
Biskup podkreślił, że ostatnie ataki bombowe zniszczyły przede wszystkim szkoły, szpitale, ośrodki kulturalne i domy mieszkalne. Kościół ze względu na swe zaangażowanie w niesienie kultury i sprawiedliwości, dla wielu jest bardzo niewygodny - podkreślił biskup Johnson Mutek - stąd też ataki mające na celu zastraszenie. Sudański biskup, który nazwał ostatnio bombardowanie przez lotnictwo struktur cywilnych zamachami terrorystycznymi zapewnił, że Kościół dalej będzie stał po stronie najuboższych i nie ulegnie kampanii zastraszenia i przemocy.
Od wybuchu zginęły cztery osoby, kolejnych siedem zostało rannych. Operacje te są częścią strategii terroru skierowanej przeciwko niewinnej ludności - stwierdził biskup Cesare Mazzolari w wypowiedzi dla agencji Misna. W Malwakon - jak podkreślił - nie ma rebeliantów z Armii Wyzwolenia Sudanu. Znajdują się tam tylko ośrodki pomocy humanitarnej. Biskup Rumbek zdecydowanie potępił bombardowanie. Stwierdził, że był to atak wymierzony w niewinną ludność w delikatnym dla kraju momencie, kiedy głód zagląda w oczy coraz większej liczbie Sudańczyków.
Rebelianci wyparci przez oddziały armii ugandyjskiej przenieśli się na teren Sudanu. Tam spustoszyli 6 wsi leżących w odległości 60 kilometrów od granicy. "Zwracam się do wspólnoty międzynarodowej o pomoc dla poszkodowanych, których zmuszono do uchodźstwa właśnie w okresie zbiorów" - powiedział agencji France Press biskup Akio Johnson Mutek.